Wena. Towarzyszyła mi od zawsze. Smakowałam to słowo jak cukierek i wściekałam się, gdy ktoś wydzierał mi je z ust (świętokradztwem było używanie go do mówienia o czymś innym niż pisarstwo). Moja wena żyła własnym życiem. Kiedy była, potrafiłam pisać kilkadziesiąt stron dziennie. Gdy znikała, odpuszczałam i czekałam, aż wróci. To ona dyktowała mi plan dnia. Przynajmniej do momentu, gdy uświadomiłam sobie, że wena, którą tak sakralizowałam, nie pomaga w przezwyciężeniu Blokady Pisarskiej. Do momentu, gdy zrozumiałam, że człowiek nie rodzi się natchnionym przez muzy pisarzem. On się nim staje. Bo wiecie, nawet Stephen King wypracował swój tak zwany talent.

 
NIKT NIE RODZI SIĘ PISARZEM


Nikt nie rodzi się pisarzem, bo też nikt nie rodzi się ze znajomością języka. Uczymy się go latami. Jeśli ktoś w dorosłym życiu osiąga sukcesy pisarskie, oznacza to tylko tyle, że zaczął wystarczająco wcześnie praktykować (pisząc lub po prostu poznając język, którym posługuje się na co dzień). Bo językiem trzeba się otaczać, czuć go, ćwiczyć, eliminować błędy. Chyba
wiecie, o czym mówię. Dziecko kilkuletnie nie napisze dzieła, które może
stworzyć człowiek dorosły.
Sam King w swoim Pamiętniku rzemieślnika mówi o pisarstwie jako rzemiośle, ale większość jego fanów i tak uparcie twierdzi, że to człowiek, który urodził się z talentem, boskim darem.

BLOKADA PISARSKA

Życie z Blokadą Pisarską łatwe nie jest. Piszesz latami, oddychasz tym, aż pewnego dnia uświadamiasz sobie, że od jakiegoś czasu nie napisałeś nic, bo cały czas kreślisz pierwsze zdanie.
Ludzie często nie rozumieją, na czym polega Blokada. To nie jest coś, na co możesz machnąć ręką i jechać dalej. Masz mnóstwo pomysłów, masę notatek, fabułę, bohaterów… Ale nie jesteś w stanie przelać myśli na papier. Wszystko, co napiszesz, wydaje się do niczego. Godzinami siedzisz nad jednym zdaniem albo jedną stroną, albo nawet dziesięcioma, jeśli aż tyle udało Ci się napisać, po czym kasujesz wszystko. Bo wszystko jest źle, wszystko brzmi okropnie. Gryziesz się sam z sobą. Ten dobór słów, styl, ton… Blokada to czysto wewnętrzna rzecz. Zabijasz klina sam sobie. Pielęgnujesz w sobie chorobliwą odmianę perfekcji i nie możesz zrobić nic, by wyjść z tego błędnego koła.
Troszkę śmieszy mnie, gdy piszące osoby mówią, że mają blokadę, bo nie piszą kilka dni. Przepraszam bardzo, ja nie piszę od 3,5 roku.
Gdy dopadła mnie Blokada, po kilku miesiącach takiej mordęgi przestałam podejmować kolejne próby. Chciałam odpocząć od frustracji spowodowanej pisaniem. Pisaniem, które wcześniej przynosiło mi radość i spełnienie. Od czasu do czasu próbowałam raz jeszcze, by przekonać się, czy Blokada nadal tam jest. Była, więc odpuszczałam i czekałam dalej.


NAWYK
Musiały minąć 3 lata, nim zorientowałam się, że mój nawyk pisania niemal każdego dnia, począwszy od wczesnego dzieciństwa, zmienił się w nawyk niepisania. I choć początkowo niepisanie kosztowało mnie wiele gorzkich łez, z czasem z coraz większym trudem przychodziło mi zmuszenie się do tego, by spróbować raz jeszcze i sprawdzić, czy aby Wewnętrzny Cenzor już odszedł. Przywykłam do niepisania. Stało się to po prostu wygodne.
RYZYKO
W życiu ze wszystkim jest tak samo: nie podejmujesz ryzyka – nie dostajesz po tyłku. Proste. Zero łez i zero frustracji, że znów nie wyszło. Ale niespodzianka! Każdy kij ma dwa końce – bo jeśli nie ryzykujesz, to też nie wygrywasz. Stoisz w miejscu, nie rozwijasz się. Zapominasz o marzeniach. Albo: po prostu marzysz. I nie robisz nic, by te marzenia spełnić.
WENA A RZEMIOSŁO
Minął czas, gdy wierzyłam w wenę. Dziś wiem, że to tylko radość (tylko i aż!) i ekscytacja na myśl o pasji, którą masz. Ona pcha Cię do działania, uskrzydla Cię… ale nie jest talentem.
Talent wypracowujesz poprzez praktykę. Możesz mieć większą niż inni skłonność w tym czy innym kierunku (za to odpowiedzialne są pewne obszary mózgu), ale możesz też nie mieć i po prostu sobie tę skłonność wypracować. Nikt nie ma takich samych predyspozycji, wszyscy zaczynamy z innego punktu, ale meta dla każdego jest taka sama. To na końcu czeka na Ciebie sukces.
Na laurach pierwszy osiada ten, który myśli, że nie musi się starać, bo już to umie, już wie. Ten, kto pracuje ciężko na swój sukces, dojdzie dalej, bo wie, że wszystko, co musi zrobić, to polegać tylko i wyłącznie na sobie. Stoczyć bój z bestią, która w nim siedzi. Pokonać swoje słabości. To najcięższa bitwa, jaką kiedykolwiek przyjdzie Ci stoczyć, ale jeśli wyjdziesz z niej zwycięsko, już nigdy nic Cię nie pokona.
POSTĘPY
Najlepszym dowodem na potwierdzenie moich słów są postępy, jakie czynimy. Swoje pierwsze opowiadanie napisałam w wieku 5 lat, a pierwszą książkę, gdy miałam 10-11 lat. Dziś za każdym razem, gdy czytam swoje ówczesne dzieła, mam ochotę zapaść się pod ziemię. Później jednak czytam kolejne (a jest ich tuzin, nie licząc płotków) i serce mi rośnie, bo widzę, że z każdym kolejnym dziełem było coraz lepiej. W szkole wmawiano mi, że mam dar. Okłamywano mnie. WYPRACOWAŁAM to sobie. 
A potem pozwoliłam, by prywatne doświadczenia mnie przytłoczyły i odebrały jedyną rzecz, która dawała mi poczucie, że robię coś ważnego. Coś, co kocham.
Cóż, teraz to nieważne, bo zła passa kończy się dzisiaj.
ZMIANY

Trudno jest zrobić coś ze swoim życiem i zmienić je na lepsze, bo wymaga to wysiłku, płynięcia pod prąd, wyjścia ze strefy komfortu, jak to ładnie mówią rozwojowcy.

Ale tylko tak rodzą się zmiany. W pocie czoła i wśród łez rodzą się nawyki i siła charakteru.
SŁOICZEK MARZEŃ
Dlatego założyłam słoiczek marzeń. W pisaniu ważna jest regularność. Tak więc dziś za każdą napisaną stronę będę sobie wręczała złotówkę (metoda marchewki działa zawsze). Gdy uzbieram kwotę 30zł, pozwolę sobie przeznaczyć ją na coś, co mnie ucieszy (zapewne książkę, którą od dawna chcę przeczytać). Będę nagradzać się za brnięcie do przodu. Najważniejsze to ruszyć. Efekty pojawią się same.
Nie obawiaj się kroczenia naprzód powoli. Obawiaj się stania w miejscu.  
(Dziennik pisarza)
Póki co, mój słoiczek jest pusty. Przewiązany niebieską wstążką i przypominający o tym, by żyć swoim marzeniem. Obok leży stosik złotówek. Pamiętacie TEN wpis? Wizualizacja bardzo mi pomogła, ale popełniłam błąd, wykorzystując tę metodę jednorazowo, a nie czyniąc z niej nawyku. Mam nadzieję, że słoiczek będzie kolejnym krokiem ku lepszemu. I dla mnie, i dla Was.
Bo widzicie, muszę Was rozczarować: marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia.

Wioletta Terefenko

Absolwentka filologii angielskiej (Uniwersytet Rzeszowski) i Szkoły Pisarzy (Uniwersytet Jagielloński). Trochę zaczytana, czasem rozpisana, zawsze głodna wiedzy.

85 odpowiedzi do “King też nie urodził się pisarzem”

  1. O, kurcze… Zaczęłam czytać, zgadzając się z większością rzeczy, które zostały napisane, ale końcówka całkowicie mnie zaskoczyła. :) Od kilku miesięcy (jako matematyk powinnam się szczerze przyznać, że od dobrych dwóch, a może nawet trzech lat) nie napisałam żadnego opowiadania do końca. Zaczynam prolog, który wydaje mi się w miarę dobry i kończę go. Potem rozdział pierwszy, drugi… Ale każdy kolejny już coraz słabszy. Fabuła przestaje mi się podobać i blog znika, bo mam dość, bo to nie to. Staram się pisać, ale nie chcę też zawieść czytelników, którzy czekają na kolejne posty.
    A talent? Nigdy nie uważałam, że go mam. Piszę, bo lubię. Nie mogę powiedzieć, że sprawia mi to radość, odkąd pamiętam, ponieważ tak nie jest. Miałam problemy i wolałam tylko czytać, ale coś zmieniło się w gimnazjum. I pozostało do dzisiaj. Jak będzie dalej? Zobaczymy, ale pomysł ze słoiczkiem mi się bardzo podoba. Może zastosuję coś podobnego.

    Serdecznie pozdrawiam

    http://malowane-uczuciami.blogspot.com/

  2. Fenko nie sądziłam, że siedzi w Tobie tak wiele myśli na temat pisarstwa. Jednak pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą do końca. Talent jest niezbędny, owszem, wielu rzeczy można się nauczyć ale bez iskierki talentu i maksymalnie rozbudzonej wyobraźni nikt nie będzie dobrym pisarzem.

    1. Oj siedzi wiele, od dawna ;)
      Oczywiście rozumiem, że uważasz talent za niezbędny. Ja kiedyś uważałam go za jedyną rzecz potrzebną do pisania, o wypracowaniu sobie stylu i wyobraźni nie było mowy. Ale dziś uważam, że to właśnie praca jest najważniejsza, wyobraźnię można zarówno stłamsić, jak i wypracować, podobnie ze stylem, poprawnością językową itp. Talent to tylko skłonność, która może nam powiedzieć, czy czujemy pociąg do pisania, czy do rozwiązywania zadań matematycznych itp. To tylko malutka iskierka, a od nas zależy, co z nią zrobimy ;)

  3. Oj tak, wiele osób idealizuje pisarza i sam proces pisania, dostrzega wrodzony dar tam, gdzie są efekty ciężkiej pracy. Pamiętam, jak niedawno byłam na spotkaniu z Tokarczuk i słuchałam jej historii o powstawaniu "Ksiąg Jakubowych": jak zbierała materiał, jak było trudno, jak chciała to wszystko zostawić, jak redagowała i edytowała. Niektórzy, słysząc to, kręcili głowami z niedowierzaniem albo się śmiali. Pan siedzący za mną w pewnym momencie mruknął cicho (ale nie tak cicho, bym, ja i moja przyjaciółka, nie usłyszała): "no niech już nie przesadza, to żadne kopanie rowów".
    Co do nauczycieli mówiących, że ma się dar: ja parę lat temu usłyszałam, że mam talent do francuskiego, podczas gdy zwyczajnie dzięki dodatkowym lekcjom poznałam więcej przydatnych słówek i gramatyki. :)
    Powodzenia we wszystkim! :)

    1. Oldze Tokarczuk wcale się nie dziwię, bo choć jej dziela jeszcze nie czytałam, to jest to potężne tomisko i musiało wymagać wiele pracy. A to jest zawód jak każdy, wymaga sporo wysiłku i nerwów.
      Zdaje się, że ciężka praca jest kluczem do wszystkiego ;)

  4. Bardzo mądry tekst! Rewelacyjnie to wszystko opisałaś, naprawdę masz dar… Ach, nie, nie nie DAR. Wróć. WYPRACOWAŁAŚ to sobie prześwietnie! Czytam i czytam, naprawdę chciałabym przeczytać kiedyś Twoją książkę i najlepiej ją zrecenzować ;)!!!

  5. Ostatnio pracuję nad tym, by porzucić opinie innych, nie wstydzić się siebie i być sobą. Olać opinie innych, nie robić tego, co wszyscy! Żyć po swojemu! To chcę właśnie robić. Wpis pomocno-pokrzepiający. Dziękuję za niego. I powodzenia ! :)

  6. Koniecznie muszę przeczytać tą książkę Kinga o której wspomniałaś. Jeżeli chodzi o mnie to muszę zacząć pisać jakąś książkę, bo wiele osób mówi, że mnie mogłoby się udać. Do tej pory pisałam same opowiadania..

  7. Ja uważam, że jest coś takiego jak dar, bo niektórzy się z nim rodzą. To tak jak z śpiewaniem, inni nie muszą nic się uczyć i mają piękny głos, a inni muszą ćwiczyć dzień i noc i również są genialni w swoim śpiewaniu. Tak samo jest chyba z pisaniem, ale nawet w pisaniu, Ci z darem muszą ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Czy lenistwo w pisaniu i brak weny tyczy się również pracy magisterskiej? Bo jakoś nie umiem się przemóc do jej pisania xD

    1. Lenistwo odnosi się do wszystkiego :D
      A co do daru – dla mnie to jedynie ta skłonność, iskierka, którą trzeba rozpalić. Albo wzniecić od podstaw. Tylko i aż tyle ;) nazywanie czegoś darem, z którym człowiek się rodzi, zabiera szansę innym ludziom

  8. ,,marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia." – bardzo trafna myśl!
    Trzymam kciuki za pełny słoiczek i życzę powodzenia w pisaniu. Ja pisarzy podziwiam całym sercem i zgadzam się, że pewne rzeczy trzeba wypracować i mieć też odrobinę szczęścia :)

  9. Boże… Czyli ja też mam już kilka lat Blokadę… Ale to głównie przez studia. Tak myślę. Bo nie mam czasu usiąść do pisania. Jak mam czas, to siadam i piszę – referat na zajęcia, prezentację, notatki z podręcznika akademickiego. Na nic więcej ostatnio nie można sobie pozwolić :/ Ale powiem Ci, ze ta metoda marchewki to naprawdę dobra rzecz. Nie miałabym wyrzutów sumienia, że wydaję 3 dychy na kolejną książkę, a nie mam kiedy jej przeczytać :P Szkoda tylko, że ta złotówka tak czy tak będzie pochodziła z mojego portfela. Przydałby się ktoś, kto chciałby mi te złotówki finansować :P

    1. Haha racja :D ale to i tak dobra metoda. Ja nałożyłam sobie bana na zakupy, więc odkładanie pieniędzy na książkę da podwójną korzyść: pisanie i brak wyrzutów sumienia, że kupuję coś, czego przez najbliższe kilka miesięcy nie przeczytam :D
      Osobiście uważam, że brak czasu to żadne wytłumaczenie, więc powinnaś dostać po tyłku ;P ja staram się planować sobie czas i kiedy wezmę się za to porządnie i nie poddam lenistwu, mam tego czasu wystarczająco dużo na wszystko. A taka prawdziwa Blokada jest trudna do przejścia, niezależnie od ilości czasu, jakim się dysponuje, niestety.

    2. A co właściwie studiujesz? :)
      Spróbuj zaplanować sobie czas na każdy dzień i określ, ile każda czynność zajmie Ci minut. Jeśli się sprężysz, zostanie Ci na pewno trochę czasu, by np. zaplanować swoją książkę, a potem powolutku ją pisać. Ja polecam wstawanie wcześnie rano, bo jakoś wtedy większa jest produktywność i można zrobić więcej rzeczy w krótkim czasie :)

    3. Studiuję zacny kierunek o nazwie psychopedagogika kreatywności. Zajęcia mam średnio 8 – 20.30 + doliczyć godzinę do dojazd. Jak kończę wcześniej, albo zaczynam później, to jadę robić praktyki. A taka specjalizacja wiąże się z dużą ilością prezentacji, referatów, plakatów, prac w grupach – więc ciągle trzeba się umawiać, szwendać po czytelniach itp. Przeważnie po powrocie od domu jestem tak padnięta, że nawet nie mam siły zrobić niczego dla siebie. A w weekend nauka na cały przyszły tydzień. I tak zlatuje dzień po dniu. Często coś sobie planuję, ale zawsze coś wyskoczy i wtedy jestem podwójnie zła, że całe plany mi się posypały…

    4. Ojej, to faktycznie długo masz zajęcia ;( żadnych przerw w czasie tych godzin? Ja też czasem długo siedzę, ale mam np. 4 godziny przerwy.
      A o kierunku nigdy nie słyszałam :) masz jakieś plany związane z tym, co będziesz robiła po studiach? Twoje praktyki czego dotyczą?

    5. Czasem mam jakąś godzinę. Ale to wiesz, pójść coś zjeść, do czytelni i z powrotem.
      Planów nie mam. To jest dziwne w tej specjalizacji, że nie jestem po niej ani pedagogiem, ani psychologiem (bo jakichś dwóch przedmiotów nam brakuje, a tak to normalnie uczymy się np. jak nauczać w szkole :/). Teoretycznie można po tym zostać coachem, trenerem, zajmować się jakoś rozwojem innych czy prowadzić treningi kreatywności. Na pierwszym roku praktyki miałam w domach kultury, teraz w poradniach psychologiczno-pedagogicznych a na trzecim będą przedszkola/szkoły, w których będę miała organizować takie treningi. Ogólnie fajna rzecz, bo projektujemy np. książeczki rozwijające kreatywność czy coś, ale łatwo i lekko nie jest.

    6. O kurczę, brzmi świetnie! :) wiesz, ja bardzo bym chciała studiować doskokowo coś takiego "rozwojowego". Wszystko, co musisz zrobić, to sklecić sobie jakiś plan i uwierzyć, że faktycznie te studia są dla Ciebie. W końcu po coś je wybrałaś, musiały Ci się podobać :) a potem można naprawdę wiele, nawet w połączeniu z innym kierunkiem mogą wyglądać super. A w jakim mieście studiujesz, jeśli mogę wiedzieć? Wiem, że, zdaje się, na Śląsku jest kierunek typowo coachingowy,ale dla mnie za daleko ;)

    7. Ja jestem z Warszawy :) Mówiąc szczerze, za dużo tu dla mnie pedagogiki i przedmiotów typowo humanistycznych, a ja raczej z tych umysłów ścisłych. Trafiłam tu w sumie przez przypadek, tylko dlatego, że ze względu na problemy zdrowotne nie mogłam pójść tam, gdzie naprawdę bym chciała. Przez problemy ze wzrokiem nie mogłam pójść na żadną matematykę/informatykę, a przez leki nie mogłam być szczepiona na to, co jest wymagane na studiach związanych ze zwierzętami. Więc wszystko, na co chciałam pójść mi odpadło. Wybrałam to, co wydawało się w miarę lekkie i niezobowiązujące, żeby właśnie potem w razie co z czymś połączyć. Ale z tego co słyszę z rozmów z innymi uczelniami to widzę, że nasza uczelnia ma wyjątkowo wysokie wymagania i dziwne zasady :/

    8. Jak na kierunek "lekki i niezobowiązujący" to faktycznie tak lekko nie jest, z tego, co piszesz. Projekty, prace i praktyki zabierają mnóstwo czasu. Ja przyznam, że moja filologia angielska pod wieloma względami to totalny lajt na kółkach, czasami za bardzo się rozleniwiam…
      To okropne, jak ma się cel, a coś stoi Ci na przeszkodzie :/ jesteś pewna, że nie da się temu zaradzić? Studia związane ze zwierzętami i szczepionki to faktycznie większy problem, ale może problemy ze wzrokiem nie są tak wielką przeszkodą? Prawie mi serce pęka, jak to czytam, kurczę, mieć konkretne marzenia i ech… :)

    9. No niestety. To znaczy problem bolących oczu i kwestii, że nie mogę długo siedzieć przed komputerem to jedna sprawa i może dałoby się temu jakoś zaradzić. Ale inna sprawa to zawężone pole widzenia (przez które np. w matematyce robiłam błędy, bo nie widziałam końca działania, albo przeskakiwałam wzrokiem między przykładami) i astygmatyzm, przez który kompletnie nie widzę przestrzennie – a geometria to i na matmie i na grafice komputerowej, o której marzyłam.
      Ale zobaczymy. Na razie skończę to, żeby mieć jakiekolwiek studia. A potem może spróbuję tę grafikę, najwyżej zrezygnuję, jak nie będę dawać rady.
      W każdym razie życzę Ci powodzenia na filologii, co byś za granice wyjechała i miliony zarabiała ^^

    10. Mam nadzieję, że dasz radę i wszystko ułoży się tak, jak sobie wymarzysz ;) nie ma nic wspanialszego niż poczucie, że spełniasz marzenia. I dzięki za życzenia, ale życz mi tych milionów w Polsce!! :D

  10. Pierwszy raz ktoś mi otworzył oczy pisząc, że: marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia. Masz rację!!! Że też ja o tym wcześniej nie pomyślałam. To w dużej mierze od nas samych zależy, w jakim kierunku potoczą się nasze plany i cele. Zatem czas ruszyć do działania :)

  11. Chociaż pisanie to zdecydowanie nie moja bajka, to uważam, że te wskazówki będą pomocne dla każdego kto chciałby spróbować coś samemu stworzyć.
    Życzę Ci powodzenia :)

  12. Świetna inicjatywa posta, trzeba spełniać marzenia, trzeba o nie walczyć, a taki słoiczek może być krokiem do przodu. Powodzenia w wypełnianiu planów. ;) A twórczość Kinga wciaż przede mnie, ciekawi mnie często wspominani Pamiętnik. ;)

    Pozdrawiam.

  13. Bardzo podoba mi się ten słoiczek. Chętnie sama bym taki postawiła u siebie na biurku. Blokada pisarska to faktycznie coś strasznego, a tym bardziej jeśli wie się co ma być dalej, ale nie możemy do tego miejsca dotrzeć lub mamy w głowie tysiące pomysłów, których nie potrafimy przelać tego na kartki.

    ksiazki-recenzje-czytelnicy.blogspot.com

  14. Bardzo inspirujący tekst. Ja też tak czasami mam,że wszystko co tworzę wydaje mi się totalnie do dupy. Nie tylko o pisanie chodzi,ale też o rysowanie,montowanie czy taniec ( tak… mam aż tyle pasji :D). Ale ja zawsze mówię sobie " nie ma parcia". Ochota na wszystko przyjdzie sama. Rzucałam rysowanie w cholerę,mówię sobie "poczekam,aż kupię dobre kredki,dobree tamto śramto" i tak jak powiedziałaś- daję sobie przyzwolenie na nawyk do NIEROBIENIA. A potem było mi cholernie smutno,bo zwyczajnie brakowało mi moich rąk ubabranych ołówkiem po łokcie… Nawet gdy wyrzucałam pracę do kosza zaraz po skończeniu,pozostawało we mnie takie uczucie przyjemnego wykończenia. Tylko osoby które coś naprawdę kochają to czują. Coś nie wyszło,ale nie mam tego sobie za złe,bo choć przez chwilę czułeś się sobą. Też kiedyś napiszę swoją książkę- ma już pomysł na fabułę. Ale nawet jeśli nie ujrzy światła dziennego będę szczęśliwa,że stworzyłam coś będącego częścią mnie,jeśli zaś ujrzy go będę postokroć szczęśliwa. Życzę samej pozytywnej weny twórczej i wielu owocnych dzieł."W życiu ze wszystkim jest tak samo: nie podejmujesz ryzyka – nie dostajesz po tyłku."- tak więc nawet jeśli twój wewnętrzny cenzor kopnie cię w tyłek,to z jakiegoś powodu,efektu,bo coś zrobiłaś. Trzeba podejmwać wyzwania,inaczej nigdy nie poznamy zakończenia. Ale nic na siłę. Dzieła są jak winą- im dłużej leżą,dojrzewają, tym głębszej barwy i aromatu nabierają. Czasami taka przerwa ma pozytywny wpływ,bo po niej przychodzi dużo większa chęć nadrobienia straconego czasu z okresu "nicnierobienia".
    Pozdrawiam cieplutko! :)

    1. Paulino, bardzo Ci dziękuję za tak wyczerpujący komentarz :) Właśnie z Twoim czekaniem na odpowiednie warunki do rysowania jest tak jak ze mną i pisaniem. Nie można czekać, bo to tak naprawde nic nie daje. Idealnych warunków nie będzie nigdy. A swoich prac nie wyrzucaj :) te mniej udane chowaj w osobne miejsce, one też są ważne :) kiedyś spojrzysz, zobaczysz, jakie postępy poczyniłaś i osiwiejesz ze szczęścia.
      Ja wiem, że moja Blokada bardzo mi się przydała, ale teraz muszę jakoś z neij wyjść, a to najtrudniejsza część:)
      Pozdrawiam!

  15. Ja jednak się nie zgodzę, że talent to coś wypracowanego. Istota talentu mówi sama za siebie – to DAR.
    Wyjątkowy,cudowny dar, nad którym owszem trzeba pracować, bo stanie w miejscu nigdy nie jest dobre. Ale choćbym poświęciła całe życie, ciężko pracowała, uczęszczała do najlepszych nauczycieli, to i tak nie zostałabym aktorką czy piosenkarką. Bo właśnie brak mi tego daru – daru czystego śpiewania, daru słuchu, obycia przed kamerą.Tak więc, nikt nie rodzi się pisarzem, ale z talentem do pisania czy czegokolwiek innego owszem!

    Ale Twój sposób na motywację, jak najbardziej popieram. Marchewka zawsze jest lepsza od kija :) A Ty spełniaj swoje marzenia, bo tylko wtedy samemu można poczuć się szczęśliwym.

    1. Każdy ma swoje zdanie na ten temat :) ja uważam, że ten talent to po prostu skłonność – na przykład do czegoś artystycznego, a nie na przykład ścisłych kierunków. I tę skłonność się wypracowuje. Natomiast przeciwna jestem wielkiemu sakralizowaniu talentu, bo to jest coś, nad czym się pracuje, to samo nie rośnie :)
      Dziękuję za dobre słowa ;)

    2. Zgadzam się z Nieidentyczną – talent to coś, z czym człowiek się rodzi. Bez niego nigdy nie osiągnie mistrzostwa w danej dziedzinie. Ale jeśli utalentowany człowiek nie będzie pracował nad swoją zdolnością, również nic z tego nie będzie. Ciężka praca przede wszystkim;)

      Powodzenia!;)

    3. Niektóre iskierki trudno rozpalić w wielki płomień – na przykład ładny głos do śpiewania – choć nie jest to niemożliwe. Wymaga ogromnego wysiłku. Natomiast pisać może każdy, duże znaczenie mają tu czytane książki i poziom języka, jakim się otaczamy.
      Mam nadzieję, że ciężka praca opłaci się i mnie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *