Jeśli przy ostatnim wpisie o lekturach czytanych na studiach (TUTAJ) nie zniszczyłam Wam słodkich wyobrażeń o twórczości Anglików, to dziś z pewnością Was rozczaruję. Bo w ogólnym rozrachunku – choć nie widać tego na pierwszy rzut oka – literatura amerykańska wypada o wiele lepiej. Łatwiej przyswajalna i przyjemniejsza w obyciu (zwłaszcza jeśli czytana w oryginale). Z pewnością natkniecie się tu na dobrze Wam znane nazwiska.

E.A.Poe – Zagłada domu Usherów
Jeden z moich ulubionych tytułów (pewnie ze względu na to, że traktuje o ludzkim umyśle). Nie jestem fanką Poe’a ani, jak sądziłam, mrocznych klimatów, a jednak wieloznaczność tego utworu niesamowicie mi się spodobała. I gdybyście widzieli moje oburzenie, kiedy musiałam przyjąć do wiadomości, że zmarła siostra bohatera wychodząca zza grobu musiała być duchem… Cóż, ja po prostu lubię realistyczne rozwiązania. Moim zdaniem bez problemu mogła sobie otworzyć trumnę, kto martwemu zabroni.
E.A.Poe – Filozofia kompozycji
Kolejny rarytasek. Uwielbiam, jak pisarz dzieli się tym, w jaki sposób pisze swoje dzieła, a jeszcze większą moją sympatię zyskuje, kiedy przyznaje, że jego utwory nie są rezultatem weny i przypadku, a odpowiedniego przygotowania i matematycznej analizy.
R.W. Emerson – Amerykański uczony
Czyli jak zagrzać młode, dopiero wychodzące z powijaków państwo, by wzrastało niezależne, odcięte od gruntu europejskiego. Podoba mi się stawianie na oryginalność. Można tu znaleźć kilka cennych rad i odnieść je do samego siebie
Walt Whitman – Pieśń o sobie samym
Chciałabym wyjaśnić, o co chodzi w tych wierszowanych utworach, ale to trudne zadanie, zaprawdę powiadam Wam. Gdybym miała to ująć jednym słowem, powiedziałabym: trawa. Studenci filologii mieli z tym niezły ubaw, próbując rozkminić, o co chodziło Autorowi, kiedy mówił, że człowiek po śmierci zamienia się w trawę (Boziu, przerażająca wizja, być deptanym całą wieczność). Ostatecznie jednak zachęcam do przeczytania tego w oryginale (kto się czuje na siłach) i zapoznanie się z interpretacją. Whitman przemycił kilka fajnych przesłań.
N.Hawthorne – Szkarłatna litera
Wyjątkowo przyjemna i łatwa lektura, pełna symboli i pochylająca się nad tą gorszą stroną ludzkiej natury. Purytanie i surowe kary za grzechy. Książka miała być dla Autora próbą uporania się z przeszłością (jego przodek był jednym z tych, dzięki którym w Salem zapłonęły stosy).
Emily Dickinson – Wiersze
Krótkie utwory, specjalnie dla znudzonych czytaniem. Żartuję. Najlepiej czytać je w oryginale i wspomagać się interpretacją. Od razu zaczyna się rozumieć, dlaczego ta kobieta, cierpiąca na lęk przed przestrzenią i zamknięta przez pół życia w czterech ścianach swojego pokoju, jest uznawana za geniusza.
Chciałoby się powiedzieć, że Amerykanie to mają łeb. Szkoda tylko, że współcześnie amerykańskich pisarzy zna się głównie z lekko tępawych młodzieżówek.

Wioletta Terefenko

Absolwentka filologii angielskiej (Uniwersytet Rzeszowski) i Szkoły Pisarzy (Uniwersytet Jagielloński). Trochę zaczytana, czasem rozpisana, zawsze głodna wiedzy.

27 odpowiedzi do “Co się czyta na filologii angielskiej 2/2”

  1. Potwierdzasz tylko to, co mówią moi znajomi z anglistyki – zagadnienia dotyczące historii i literatury amerykańskiej są o wiele ciekawsze. A jeśli o Whitmana chodzi to najbardziej bardziej urzekł mnie cykl "Dzieci Adama". Czekam aż polecisz coś dobrego ze współczesnej literatury amerykańskiej, bo akurat jeśli chodzi o XVIII i XIX wiek to orientację mam niezłą, ale z XX i XXI już u mnie znacznie gorzej.

  2. E. A. Poe – tyle mi wystarczy do tego, żeby chcieć się bardziej naumieć angielskiego, chociaż mój zapał się skończył kiedy okazało się, że to wszystko to staroamerykańszczyzna czy jak to tam się zwie. :P

  3. Mam w domu wiersze Dickinson w przekładzie K. Iłłakowiczówny, niektóre są naprawdę fajne. ;) Pamiętam jeden o książkach: "jak spóźnionego biesiadnika woń potraw z dala krzepi, tak mnie korzenna obietnica mej małej biblioteki". ;) Reszty zwrotek, niestety, nie zacytuję, już zapomniałam, wybacz.

  4. Angielska klasyka to naprawdę ciekawa sprawa, dużo pozycji, które można nazwać "koniecznymi" do przeczytania. Z tej listy najbardziej martwi mnie to, że nie przeczytałam jeszcze Emersona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *