Książkoholicy znają ten problem. Kupujemy książki przy każdej okazji (przeceny – bo się opłaca, wolne miejsce na półce – bo co tak pusto, choroba – bo na pocieszenie, zdany egzamin – bo w nagrodę), a wielu z nich nie czytamy jeszcze przez wiele miesięcy. Albo i lat! Nie zamierzam nawet tłumaczyć, dlaczego wciąż gromadzimy nowe egzemplarze – takich rzeczy się nie tłumaczy. Ale dlaczego, no dlaczego, nie czytamy tego, co mamy na półkach, tylko sięgamy po więcej?


O dobrych książkach nie da się zapomnieć

Wielu z nas ma na półkach wspaniałe pozycje. I wszyscy wiemy, że jeśli już je przeczytamy, skończy się przygoda. Każda kolejna lektura tej samej książki to już nie to samo… Niestety, nie wynaleziono jeszcze eliksiru zapomnienia. A przecież nikt nie chce mieć za sobą tych najlepszych książek. Ja zawsze po przeczytaniu cudownej pozycji czuję, że na podobną już nie trafię. Poczucie, że wszystko, co dobre, jeszcze przed nami, nadaje sens życiu książkoholika!

Są pilniejsze sprawy

Wyobraźcie sobie taką sytuację: jest promocja, to kupujemy książki. Kuszą nas, zerkają z półek, pięknie pachną… Od tak dawna o nich marzyliśmy! Aż tu nagle wydawnictwo wypuszcza nowości, które po prostu musimy mieć. Na dodatek (jeśli jesteś recenzentem) możemy je mieć za darmo. A skoro tak, to trzeba brać i czytać od razu, i  pisać recenzje. Przecież nasze zakupy mogą poczekać.

Klasyki, ciężki orzech do zgryzienia

Uwielbiam klasyki. Zawsze kochałam lekcje języka polskiego, na które musiałam je czytać, a później omawiać i interpretować. Poza szkołą ciężko jest mi się jednak wziąć za czytanie czegoś z kanonu (zarówno z tych przerabianych, jak i nieprzerabianych w szkole). Te książki są ciężkie, bo pisane zupełnie niedzisiejszym językiem, i wiele z nich czyta się bardzo długo. A to nie zachęca. Leżą więc sobie i czekają…

Ale ja tego nie czytam!

Na naszych półkach zalegają nietrafione prezenty i nietrafione zakupy własne. Pozycje z gatunków, których nie czytamy, ale kupiliśmy, bo wszyscy kupowali (niektóre książki są świetnie reklamowane), a potem oczywiście ich nie czytamy. I nawet nikomu nie pożyczamy, bo przecież do nas należy chwała bycia pierwszymi.

Kochamy wszystkie nasze dzieci

Pieprzony sentymentalizm. Książka jest zła, nawet nie doczytaliśmy jej do końca i zapewne już tego nie zrobimy. Ale i tak leży i się kurzy, bo przecież każda pozycja jest cenna. I myślimy sobie: a nuż kiedyś będę na nią gotowa, dorosnę do niej, zacznę czytać i wreszcie mi się spodoba? Bo przecież podoba się wszystkim, tylko nie mnie… Cóż, to jest możliwe, nie przeczę. Fenko jednak złe książki od razu wrzuca do pudła „na sprzedaż”. To jedyny problem z nieprzeczytanymi pozycjami, którego się pozbyłam: stawiam na jakość, nie ilość. Bo Fenko nie kocha wszystkich swoich dzieci. Z całą resztą opisaną powyżej ma jednak duży problem…

A jak jest z Wami?

KONKURS KLIK – wygraj książkę z osobistą dedykacją autora!

Wioletta Terefenko

Absolwentka filologii angielskiej (Uniwersytet Rzeszowski) i Szkoły Pisarzy (Uniwersytet Jagielloński). Trochę zaczytana, czasem rozpisana, zawsze głodna wiedzy.

32 odpowiedzi do “5 powodów, dla których mamy tyle nieprzeczytanych książek”

  1. Ja nie czytam, bo polonistka zabija we mnie tę chęć, przerabiając lektury w okropny sposób. Albo zwyczajnie nie mam siły po godzinach wpatrywania się w podręczniki i wolę odpocząć w mniej wymagający sposób. Mam też taki klasyk właśnie na półce, który powolnie mi idzie, albo właśnie nietrafione pozycje. Tak więc masz dużo racji. Niestety. Chyba.

  2. Ja co jakiś czas odpuszczam sobie zakupy (albo mocno je ograniczam :D) i nadrabiam zaległości. Ostatnio tak zrobiłam w grudniu, i dopiero w tym tygodniu narobiłam sobie porządnych zaległości na półce. :D

  3. Ja ogólnie dorastałam wśród książek i zawsze z dziecięcą zazdrością patrzyłam na biblioteczkę mojej Cioci. Lubię otaczać się książkami i marzyłam, żeby mieć ich w domu mnóstwo. Spotkałam Sylwka, on akurat miał takie samo marzenie, więc… cóż, samo poszło. Fakt, jedną rzeczą jest mieć dużo książek, a inną sprawa, czy je czytamy, czy nie. Ja staram się na bieżąco wybierać książki ze zbiorów, które już mam, i je poznawać, ale wiadomo, tych nieprzeczytanych mam naprawdę sporo…

  4. Klasyków nie czytuję (czytałam w szkole i na studiach i to mi wystarczy, teraz królują lekkie lektury z reguły, bo nie mam syndromu, że muszę przed śmiercią poznać tego czy owego klasyka).
    Jednak w pozostałych sprawach się zgadzam! całkowicie!
    Najpierw mieć muszę a potem się kurzą… Dałaś mi dodatkowy pomysł na tłumaczenie się, że jak przeczytam taką świetną książkę to potem będzie ciężko znów o tak dobrą :)
    Miło czytać, że jest nas więcej…

  5. Oooo ta chwała bycia pierwszymi to jakby o mnie. Nigdy nie pożyczam ksiażki, której jeszcze sama nie czytałam i nie ważne czy jest to nowa książka z księgarni czy odkupiona/używana – no tak po prostu mam ;)

  6. Ja dopiero buduję swoją biblioteczkę, więc zbyt dużo na niej nie zalega, ale w twoich powodach dużo z prawdy jest :D
    Taa… klasyki i ten staro-dawny język :/ Dlatego ich nie czytam, a lektury też staram się omijać :(

  7. Mój problem to patrzące i błagające mnie książki z półek "weź mnie, mnie!" (podobny problem z lakierami do paznokci i butami… ;)) a przede wszystkim to brak czasu. Co miesiąc pojawia się coś nowego, fajnego i nie jesteśmy w stanie przeczytać wszystkiego ;)

  8. O właśnie! Tak, tak i jeszcze raz tak. Klasyki są grube, więc długo się je czyta, nie wszystkie jednocześnie.
    A nowości – właśnie – kuszą, i w rezultacie odkładam te, która mam na liście do czytania.
    Życia zbraknie na przeczytanie wszystkiego.

  9. Ja mam tak długą listę książek do przeczytania, że pewnie nigdy ich nie przeczytam wszystkich :( Ale teraz zaczynam wracać do klasyków i polskich i zagranicznych. Na początku Sienkiewicz – który jest jak najbardziej dla mnie ;)

  10. Kupuję książkę, bo strasznie chcę je przeczytać, tylko…
    1. Skończę to co czytam w momencie kupienia
    2. No może jednak najpierw tę z biblioteki przeczytam – termin się kończy.
    3. O! Wydano kontynuację fajnej serii…
    4. Za parę dni idę do kina, więc najpierw czytam ekranizowaną książkę.
    5. Pomiędzy punktami 1 – 4 kupiłam jeszcze trzy inne książki na promocjach, wyprzedażach, itp…

  11. Kupuję tylko te książki, które lubię najbardziej na świecie i do których chcę wrócić, w ciemno biorę też książki ulubionych autorów. U mnie problem z zalegającymi na półce, wciąż nieprzeczytanymi, powieściami wynika z tego,że należę do 2 bibliotek, a z każdej wizyty przynoszę minimum 5 książek tak z jednej, jak i z drugiej. Wiadomo, że ksiązki te mają termin zwrotu, więc zamiast czytać swoje cudeńka to czytam te wypożyczone. Ostatnio mam jednak postanowienie, że 2 przeczytane książki z biblioteki wiążą się z tym, że następna w kolejce będzie ta z mojej półki. Na razie się sprawdza :)
    Pozdrawiam,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

  12. Wiem o co chodzi…
    Też coś tak czuję, że przynajmniej do czasu, kiedy jestem na bieżąco z nowościami ciężko mi znaleźć czas dla tych starszych pozycji, które kupiłam uhuhuhu czasu temu! :/
    Ale wierzę (naiwnie!), że kiedyś i je przeczytam ;)

  13. Ja nie przepadam za klasykami, więc ten problem mnie nie dotyczy :( Mam wrażenie, że nie nadążam czytać. Nowości na pierwszym miejscu, choć czasem czytam coś starszego. Serie, które powstają są zgubą, gdyż trzeba je kontynuować. Kupowanie książek w promocji – to też moja zguba. Raczej nie kupuje książek nie w moich klimatach, więc takich pozycji prawie nie mam na półce – choć zaległości mam sporo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *