Nigdy nie dostajemy w życiu tego, na czym nam najbardziej zależy (…). Z biegiem czasu coraz bardziej staramy się uwierzyć, że to, co mamy, jest właśnie tym, co jest dla nas najważniejsze, i nigdy nie pragnęliśmy niczego innego (…). Kiedy nie udaje się nam zmienić rzeczywistości, zmieniamy nasze marzenia, żeby je do niej dostosować. s. 32

Czasami mam wrażenie, że w słowach Romy Ligockiej można się przejrzeć jak w lustrze. I wcale nie trzeba wiedzieć tego, co ona – ani jak wygląda wojna, ani życie w getcie. Może moje zadziwienie dla jej prozy jest naiwne, ale zastanawia mnie, jak mówiąc o swoim trudnym życiu może robić to w tak uniwersalny  sposób. Nie da się w pełni odnieść jej doświadczeń do przeżyć współczesnej kobiety, ale naszym życiem rządzą te same prawidła – przeżyjesz swoje i nikt nie rozumie, że jesteś, jaka jesteś, bo zdarzyło Ci się w życiu to czy tamto. Mogłoby się wydawać, że z dwojga płci to my, kobiety, jesteśmy na to mniej odporne – mniej, a może nawet wcale.

Sława nie zabija samotności, tylko ją tworzy. Mała ta moja sława i skromna – za to samotność dotkliwa. s. 32

Czy będąc samotną można być w ogóle szczęśliwą? Skąd ta radość życia w tytule? Nie rozumiem, ale czytam, bo wydaje mi się, że Roma Ligocka rozumie mnie.

Także i mnie wydaje się czasem, że ten sztuczny gwar i szum zagłuszają moją samotność (…). Wszystko to, co naprawdę i bezpośrednio nie dotyka mojej duszy, nie jest też warte, aby zajmować moją wyobraźnię. s. 206

Jedna z bohaterek Radości życia, czytelniczka Romy i matka niepełnosprawnego dziecka, o spotkaniu z którą autorka wspomina w książce, mówi, że twórczość autorki pomaga jej w trudnych chwilach. Przeczytałam to i pomyślałam: nie do końca rozumiem, przecież ja przy nich płaczę. Wychodzą ze mnie wszystkie lęki. Te książki są pełne strachu i samotności!

Ale po refleksji myślę sobie, że tu chodzi po prostu o poczucie zrozumienia. Bo naprawdę o to zrozumienie nietrudno, gdy się czyta Ligocką. Przy jej książkach można odpocząć. I wcale nie czuję się po nich emocjonalnie wymięta, raczej oczyszczona.

Jak to dobrze, że w życiu nigdy nie starałam się być „artystką” – nigdy nie podziwiałam siebie, nie uważałam za wielką, nie miałam takich snów. I kiedy ktoś mówi do mnie, że jest zwykłym człowiekiem, myślę sobie, że ja jestem jeszcze zwyklejsza. Przynajmniej to mi się w życiu udało, przynajmniej tyle. s. 115

To prawda, autorka wydaje się być zwykłą kobietą i pewnie dlatego tak dobrze się ją czyta. W tym, co pisze, nie ma pośpiechu ani sztuczności – jest za to melancholia i porozumienia pomiędzy kobietą piszącą a kobietą czytającą.

Widziałam panią Romę na spotkaniu autorskim. Niepozorna pani, która wyglądała jak nastolatka w czerwonej spódniczce i różowej koszulce – jak sama powiedziała, napisała Radość życia, bo chciała tę koszulkę, a gdyby nie napisała, to nikt by jej takiej nie zrobił. I patrząc na nią, odniosłam wrażenie, że ona nie wie, jak młoda i pełna życia się wydaje. I pełna radości! („Przepraszam za chrypkę, ale smog mamy zarówno w Krakowie, jak i w Rzeszowie, więc to nie jest alkohol”). Mówiła, że czasem musi wyjechać – bo boli ją w Polsce smutek i rozdrażnienie i musi z tą „nerwicowością” wokół siebie walczyć każdego dnia. Nie wierzy, że cierpienie uszlachetnia i że prawda obroni się sama.

Ja jednak sądzę, że wszystko jest subiektywne i zależy od naszych przeżyć. I wtedy, na tym spotkaniu, zrozumiałam, że Ligocka nie pisze dla ludzi – pisze dla siebie. To jej terapia. Żeby wyrzucić z siebie to, o czym nie może zapomnieć. Żeby zabić samotność. I żeby znaleźć tę radość życia.

I faktycznie wydaje się, że jakoś nieproporcjonalnie dużo w tej książce samotności i smutku. Ale może radość życia nie wygląda tak, jak nam się wydaje, gdy o niej myślimy. Może radość to prosta codzienność i pogodzenie się ze sobą. Może polega bardziej na ciągłym szukaniu niż znajdywaniu.

Wioletta Terefenko

Studentka filologii angielskiej (Uniwersytet Rzeszowski) i Studiów Literacko-Artystycznych (Uniwersytet Jagielloński). Trochę zaczytana, czasem rozpisana, zawsze głodna wiedzy. Niekwestionowana królowa moli (małe cholerstwa).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *