Pisał w szortach i z butelką wódki lub puszką piwa pod ręką, a w tle
leciało radio z muzyką klasyczną. Chociaż ciężko jest mi uwierzyć, że to muzyka klasyczna dyktowała mu te wszystkie bluzgi, jestem pewna, że nie zetknęłam się dotąd z tak autentycznym pisarzem. Bukowski był totalnie prawdziwy i odważny w swoim pisarstwie – bo co ma do stracenia ktoś, kto już raz nie miał nic?

Kiedy mowa o Bukowskim, słowo outsider nabiera nowej jakości (jaki popapraniec płaci znajomemu za hotel tylko po to, żeby nie musieć przenocować go u siebie na kanapie?). Łatwo jest zrozumieć, że człowiek może czuć się dobrze z dala od innych ludzi, ale jak tu nie uznać za snobizm obnoszenia się z faktem, że żyje się na marginesie społeczeństwa – wśród tych, co śpią na gazetach i piją częściej niż jedzą? Poznanie kogoś takiego jak Bukowski jest ciekawym doświadczeniem, o ile odbywa się z pewnego dystansu, poprzez kartki książki.

Trzeba mu przyznać, że posiadał niepowtarzalny styl – hardy i bezpruderyjny, taki, że chce się
zapytać, czy pisał to pijak, czy może prawdziwy pisarz (w przypadku
Bukowskiego – jedno i drugie, jak twierdzą ludzie. Bo ja się nie znam). Doszłam do wniosku, że kiedy kobiety chcą wypaść autentycznie, używają przekleństw, a faceci piszą o seksie. Ta zasada całkiem dobrze sprawdza się w przypadku powyższego pana. Jak to mówią, każdy pisze o tym, co zna najlepiej.

Niektórym może się wydawać, że znajdą tu mnóstwo porad od samego mistrza. W tej jednej kwestii tytuł książki jest nieco mylący. Nie znajdziecie tu złotych rad. A nie, przepraszam, jest jedna: 
Nie chcę tworzyć
zasad, ale jeśli jakaś istnieje, to taka: jedynymi pisarzami, którzy
dobrze piszą, są ci, którzy muszą pisać, żeby nie zwariować
. s.209
O pisaniu to zbiór listów, które tworzą ładny obrazek świata doświadczonego poety. Poety, który próbuje i próbuje, ale mu nie wychodzi, więc ma
ciężki żywot i nie ma za co kupić jedzenia (tylko skąd on brał na alkohol?), ale
do wszystkiego podchodzi z cynicznym spokojem, jakby nic już nie
mogło go bardziej sponiewierać. Cóż, to chyba prawda.

Ciekawym urozmaiceniem są szkice Bukowskiego, które zdarzało mu się dołączać w formie komiksowej do listów. Jego bezpośredniość w kontaktach z niemal obcymi ludźmi (którzy, na przykład, właśnie odrzucili jego tekst) jest nawet całkiem zabawna. Podobnie jak potyczki z redaktorami i anegdotki a’la Charles. A, zapomniałabym: są jeszcze bluzgi na wielkich pisarzy. Według Bukowskiego wszyscy stają się w końcu podobni do siebie nawzajem (GIGANTÓW nie ma – s.118), a on jeden umie pisać, tylko nikt go nie docenia. Przez całą lekturę czułam się jak na huśtawce. Walczyłam pomiędzy
zrozumieniem dla Bukowskiego i jego spojrzenia na świat a nienawiścią
dla jego arogancji. Snob. Kim on
jest, żeby krytykować Eliota czy Hemingwaya? Cóż, kim ja jestem, żeby
krytykować jego?
Zdaje się, że Bukowski po prostu nie lubił pierdzielenia, ale sam nie był od tego wolny. Tylko co można zarzucić człowiekowi, który był tak blisko życia (nie pomijając faktu, że podejmował się niezliczonej ilości zawodów)? Pewnie wydaje się Wam, że z niego kpię (przeczytajcie tę książkę i zrozumcie, że o tym panu nie da się mówić bez ironii, jest strasznie wkurzający), ale naprawdę uważam go za ciekawego człowieka, który został interesująco przedstawiony. Z tej pozycji wyłania się niekłamany
portret Bukowskiego (w końcu sam pisał te listy). Z pewnością dowiecie się o nim
więcej niż ze wszystkich jego dzieł.
Musiało być w nim coś autentycznego, skoro najpierw odrzucali mu
wszystko, a potem już niczego. Był tak płodnym pisarzem, że wydawca
wstrzymywał publikowanie jego książek, by czytelnicy byli bardziej
złaknieni bukowszczyzny. Pociesza mnie nieco fakt, że przestał pisać na 15 lat i wciąż wyszedł na ludzi (to daje niektórym pewną nadzieję, że nie wszystko stracone). Ostatecznie i tak przyssał się do maszyny do pisania na całe życie (jak sam twierdził, po prostu kochał jej dźwięk). Przeszedł naprawdę długą drogę. Pozazdrościć samozaparcia w pisaniu. Ciężko uwierzyć, że ktoś o jego reputacji bał się napisać powieść, żeby nie zmarnować życia na coś, co nie zostanie wydane.

Przyznam szczerze, że  nie spodziewałabym się po kimś, komu alkohol regularnie mroczył mózg, tak trafnych spostrzeżeń na temat życia i pisania. Dla mnie ta książka jest skarbnicą złotych myśli Bukowskiego. I ma ładną okładkę, więc pozwolę jej stać na półce. Spodoba Wam się.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Noir sur Blanc
http://www.noir.pl/

Wioletta Terefenko

Quisque porttitor lectus ac porttitor laoreet. Donec odio libero, mollis vitae consectetur eu, luctus sit amet ipsum. Curabitur molestie turpis vitae metus venenatis luctus. Nullam id imperdiet dui, et hendrerit erat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *