Z biurka już od kilku dni zerkała na mnie ta niepozorna książeczka. Piękna okładka i tematyka, którą nie pogardzę w żadnych okolicznościach. Tylko jakoś nie mogłam się za nią zabrać. Co mogła mi zaoferować Autorka na tych 270 stronach? Byłam przekonana, że żadna lektura nie może być naprawdę dobra – a już na pewno nie pozycje traktujące o wojnie – jeśli całą historię zawarto na tak niewielkiej liczbie stron. W końcu jednak sięgnęłam po nią i pochłonęłam całość za jednym zamachem. O tak, ten tytuł jest tego wart!

 Justyna Wydra

Esesman i Żydówka
277 stron
Zysk i S-ka
Debora trafia do transportu wiozącego Żydów do Oświęcimia. Chociaż szczęśliwym zrządzeniem losu udaje jej się uciec, zostaje złapana przez jednego z esesmanów. Bruno Kramer nie zamierza jednak wyrządzić jej krzywdy. Debora jakiś czas temu ocaliła mu życie, teraz nadszedł czas spłaty długów. Zabiera dziewczynę do siebie i chociaż Debora znika następnego ranka, nie jest to ich ostatnie spotkanie. Ich ścieżki skrzyżują się jeszcze kilka razy i zawiodą ich na drogę miłości. Uczucie pomiędzy Żydówką a Niemcem nie jest w okupowanej Polsce mile widziane. Ostatecznie zakochani zmuszeni są się rozstać, gdy Bruno zostaje przydzielony do Auschwitz.
Niesamowicie wciągnęła mnie ta, zdawać by się mogło, krótka historia. Tyle tu się dzieje! Już na samym początku Autorka zarobiła u mnie ogromnego plusa za szerokie przedstawienie przeszłości głównych bohaterów. W ich sylwetkach psychologicznych coś jeszcze kulało, ale nie miałam czasu, by się tym przejmować. Czytałam, nie marnując ani chwili na przerwy!
Jedynym mankamentem był dla mnie nader lakoniczny styl tej pozycji. Dzięki niemu książkę czytało się oczywiście bardzo szybko, ale dla kogoś, kto nie czyta zbyt wiele książek traktujących o II wojnie światowej, przedstawiane obrazy mogą się nie wydawać zbyt sugestywne. Kiedy ja rozpoczynałam swoją przygodę z tą tematyką, moja wiedza była naprawdę znikoma i ogromny problem sprawiało mi wyobrażenie sobie tych okrutnych realiów, a wielu autorów pozycji, po które sięgałam, nie dbało o to, by czytelnik poczuł się tak, jakby go wrzucono w środek wojny. Tak i tutaj Autorka ledwo ślizga się po powierzchni słowa, a jednak buduje historię wspaniałą, i nieprzewidywalną, i z ogromnym potencjałem.
Zakończenie niezmiernie przypadło mi do gustu, jak i zresztą całość tej malutkiej książeczki. Tak dawno nie czytałam czegoś wojennego, że zapomniałam, jak wspaniale jest zagłębić się w ten świat grozy – straszny i okrutny, ale jednocześnie bezpiecznie odległy.
Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

Wioletta Terefenko

Absolwentka filologii angielskiej (Uniwersytet Rzeszowski) i Szkoły Pisarzy (Uniwersytet Jagielloński). Trochę zaczytana, czasem rozpisana, zawsze głodna wiedzy.

33 odpowiedzi do “Historia o miłości kata i ofiary”

  1. Tytuł jest tak banalny i typowo ustawiony pod komerchę, że gdyby nie Twoja recenzja, to nigdy bym się tą książką nie zainteresowała. Ale może to będzie coś uroczego dla chwili odstresowania? Kto wie. Może sprawdzę, Fenko, bywasz naprawdę przekonująca.

  2. Świat wojny nie jest znowu, aż tak odległy, za naszą wschodnią granicą toczy się wojna…
    Książka ma intrygujący tytuł, który mam nadzieję koresponduje z tematyką, więc postaram się przeczytać.

  3. Dobrze, że zwróciłaś uwagę na lakoniczny styl powieści. Niestety nie jestem zbyt obeznana w temacie i myślę, że mogłabym mieć problem z wczuciem się w tę historię, chociaż nie zmienia to fakt, że mam ochotę przeczytać.

  4. Martwi mnie ten lakoniczny styl, mimo to zarys fabuły oraz Twoja zachęcająca recenzja skutecznie mnie zachęcają do sięgnięcia po tę książkę. Dlatego też, jak trafi się okazja, to chętnie ją przeczytam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *