Dzisiaj tak niewiele jest prostych historii. Królują skomplikowane fabuły, a postaci opisane są z taką dokładnością, że nie ma już miejsca na wyobraźnię. Wszędzie mnóstwo rozrywki, ale zero refleksji. A raz na jakiś czas trafi się książka, której autor w nosie ma to, co jest na topie. Przeczytałam Drogę i żałuję, że to już za mną.

Ludzie zawsze myśleli o jutrze. Ja w to nie wierzyłem. Bo jutro nie myślało o nich. Nawet nie wiedziało, że są.
Mężczyzna i chłopiec wędrują przez spalony świat. Najważniejsze to dotrzeć jak najdalej na południe, nim przyjdzie zima. Śnieg oznacza dotkliwy chłód i brak jedzenia. Czyli śmierć. Podróż jednak wcale nie oznacza bezpieczeństwa. Dookoła grasują bandy, które za cel postawiły sobie przeżyć – i nic ich przed tym nie powstrzyma. Ale to nie śmierć jest najgorszym, co może spotkać człowieka. Jest jeszcze utrata ukochanych osób, szerzący się kanibalizm, jest strach i ciągłe życie w niepewności. Czasami łatwiej byłoby położyć się i umrzeć – ale nie wtedy, gdy ceną jest życie najukochańszego dziecka.
Byłam przerażona niektórymi scenami – i tymi książkowymi, i filmowymi (bo nie mogłam odmówić sobie ekranizacji). Czasami wydawały się zbyt prawdopodobne, by mieć miejsce tylko w świecie fantazji. Ale najlepsze w Drodze są niedopowiedzenia. Autor nie stara się myśleć za czytelnika, choć z pewnością wie więcej, niż mówi. Przeszłość bohaterów poznajemy poprzez urywki wspomnień – niepełne i smutne. A pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy, jest niesamowity sposób zapisu dialogów. 
(…) Kiedyś rozmawialiśmy o śmierci, powiedziała. Teraz już tego nie robimy. Dlaczego?
Nie wiem.
Dlatego, że ona tu jest. Nie zostało już nic, o czym moglibyśmy rozmawiać.
Bohaterowie są tacy prawdziwi. Z bagażem cierpienia, ale bez imion (niewiele wiem o twórczości McCarthy’ego, ale zastanawia mnie, czy wzoruje się na pracach Jacka Londona). Mężczyzna, który chce, by jego dziecko przeżyło. Chłopiec, który jest strażnikiem jego moralności.
To cieniutka książeczka. Historia tak prosta, że odwraca uwagę od fabuły i skupia ją na dialogach postaci. Chciałam, żeby nigdy się nie skończyła, bo wiedziałam, że jeśli dojdę do ostatniej strony, będzie dokładnie tak jak w życiu, a nie tak jak w książkach – będzie prawdziwie. To nie pozycja, która wyciska łzy i nie taka, która sprawia, że oddychasz z ulgą, bo wiesz, że to się nigdy nie zdarzyło i pewnie nie zdarzy. To książka zbyt realistyczna i zbyt dobra, by przejść obok niej obojętnie.
Za lekturę dziękuję Księgarni Bonito
bonito.pl/?utm_source=blog&utm_medium=banner&utm_campaign=krolowa_moli

Wioletta Terefenko

Quisque porttitor lectus ac porttitor laoreet. Donec odio libero, mollis vitae consectetur eu, luctus sit amet ipsum. Curabitur molestie turpis vitae metus venenatis luctus. Nullam id imperdiet dui, et hendrerit erat.

21 odpowiedzi do “„Bo jutro nie myślało o nich. Nawet nie wiedziało, że są””

  1. Wstyd się przyznać, ale nie miałam pojęcia, że film powstał na podstawie książki, zresztą filmu również nie miałam okazji obejrzeć dlatego muszę jak najszybciej nadrobić zaległości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *