D’Artagnan, osiemnastoletni porywczy młodzieniec, opuszcza dom rodzinny, żeby spróbować szczęścia w wielkim świecie – chce wstąpić do oddziału królewskich muszkieterów. W drogę zabiera szpadę, matczyną maść leczącą rany i ojcowskie polecenie, do którego to, uwierzcie mi, będzie się pilnie stosował:

(…) bij się o byle co, bij się tym bardziej, że pojedynki są zakazane, więc z tego wynika, że, aby się bić, trzeba mieć podwójną odwagę (s. 9)

Gorąca głowa d’Artagnana to wszystko, czego trzeba, by rozpętać małą wojnę. Autor wyjątkowo zmyślnie poprowadził scenę, w której bohater spotyka jednego po drugim Atosa, Portosa i Aramisa, trzech królewskich muszkieterów, i z każdym z nich z błahych powodów umawia się na pojedynek. Mimo wszystko ta czwórka już wkrótce stanie się nierozłączna. Ich przygody będziemy śledzić na tle międzynarodowej afery – romansu francuskiej królowej z premierem Anglii.

Wyraziste postaci, zręczne pióro i wartka akcja to główne atuty tej powieści. Bijatyki, porwania, zabójstwa, intrygi dworskie i manipulacje przeplatają się ze słodkim obrazem miłości: nocnymi schadzkami i górnolotnymi słowami oddania wśród koronek, płaszczy i szpad. Ma to swój niezaprzeczalny urok.

Kobieta została stworzona na zgubę naszą, ona jest przyczyną wszystkich naszych nieszczęść (s.96)

Nie tylko męskie postaci robią tu furorę (swoją drogę, bardzo polubiłam naiwnego króla Ludwika XIII, którego tak łatwo było zmanipulować, co chętnie wykorzystują w swoich przepychankach kapitan muszkieterów de Treville oraz kardynał Richelieu). Również kobietom nie brak tupetu, żeby zawalczyć o swoje, a niektóre z nich są wręcz okrutne i podłe, choć żadnej nie brak kobiecego wdzięku.

Kto stchórzy na jedną sekundę, na zawsze wymyka mu się los, jaki zsyła fortuna. (s.9)

Trzej muszkieterowie nie bez powodu stali się legendą. Odwaga, przyjaźń, poświęcenie, wieczne romanse i walki na śmierć i życie – to zawsze pociąga czytelników. Jednak mimo wszystkich zalet, jakie niewątpliwie ta książka posiada, jakoś nie do końca potrafiłam przylgnąć sercem do głównego bohatera i z wypiekami na twarzy śledzić jego losów. Powieść jest nieco przesłodzona i, nie da się ukryć, mało realistyczna; lepiej nie brać tu za pewnik wszystkich faktów historycznych. Za to od początku do końca lekka w odbiorze (mimo miana klasyki), bez wątpienia stanowiąca dobrą rozrywkę i pięknie wydana. Aleksander Dumas nadal ma swoje szczególne miejsce w moim sercu i na półce – ale wciąż bardziej dzięki „Hrabiemu Monte Christo”.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu MG

Wioletta Terefenko

Absolwentka filologii angielskiej (Uniwersytet Rzeszowski) i Szkoły Pisarzy (Uniwersytet Jagielloński). Trochę zaczytana, czasem rozpisana, zawsze głodna wiedzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *