Tychy, II wojna światowa. Willi Jenike, porucznik Luftwaffe, przeżywa koszmar wojny i zabijania. Chce uciec, przestać strzelać i bezpiecznie doczekać końca wojny. Nim jednak zdąży się ukryć, zderzy się z jadącą na rowerze, niezbyt urodziwą Hildą. Natomiast w szpitalu zajmie się nim jej siostra bliźniaczka, Rosa, najpiękniejsza panna w mieście, w której kochają się wszyscy, a w szczególności Otto, nauczyciel i kierownik NSDAP, który potrafi zatruć życie niejednego śląskiego patrioty. Losy ich wszystkich będą się splatać aż do ostatnich stron, tworząc jedną wielką historię tyszan – ludzi, którzy nie wiedzą, kim właściwie są: Polakami czy Niemcami.

Historia o zagubionych w swojej polsko-niemieckiej tożsamości Ślązakach nie porywa wprawdzie od pierwszych stron, ale płynie gładko, prowadząc nas od szpitala, gdzie Willi śni w samotności swoje koszmary o zabijaniu, przez dom Widerów, gdzie piękna Rosa podejmuje zaskakującą decyzję o poślubieniu Ottona, aż po sklep pana Stabika, który grzebie w swoich gruzach jedną z kluczowych postaci…

Najbardziej godnym uwagi wątkiem w Zaniemówieniu są losy Hildy i Rosy. Siostry, choć bliźniacze, są bardzo od siebie różne – ta piękniejsza i ta brzydsza. Ta, którą wszyscy podziwiają i która, zdaje się, ma przed sobą wspaniałą przyszłość, i ta, która jest szarą myszką żyjącą w cieniu swojej lepszej bliźniaczej połówki. Ich losy toczą się w dość nieprzewidywalny i przykry sposób, aż do ostatnich stron, gdzie przychodzi chwila smutnej refleksji.

Hilda, której dotyczy tytułowe zaniemówienie, jest strażniczką tyskiej historii opisanej na kartach tej książki – historii, która ma w sobie więcej fikcji niż prawdy, a jednak to właśnie ze strzępek wyjętych z wojennych archiwów Justyna Wydra stworzyła swoich tyskich bohaterów.

Czasami można się nieco pogubić w mnogości postaci, zwłaszcza że nie wszystkie są tak wyraziste jak Rosa (to zdecydowanie moja ulubiona bohaterka) i nad ich kreacją autorka z pewnością mogłaby popracować. Brakowało mi też dobrze poprowadzonych zwrotów akcji, które wbijałyby w fotel – w końcu w czasach, kiedy życie można było stracić tuż za rogiem, znalazłoby się mnóstwo okazji ku temu, by podkręcić emocje. Jednak największym mankamentem jest fakt, że ciężko wyczuć w Zaniemówieniu atmosferę grozy, śmierci i ciągłego niepokoju II wojny światowej; to wszystko zostaje ukryte gdzieś pod powierzchnią, a przecież emocje to coś, na co czytelnik czeka najbardziej.

Mnie nie udało się przy tej książce zaniemówić. Była o wiele mniej porywająca niż jej poprzedniczka – Esesman i Żydówka, której recenzję możecie podejrzeć TUTAJ. Nie można jednak odmówić autorce tego, że wymyśliła ciekawe wątki i podjęła się nieczęstego tematu w literaturze popularnej  – kwestii tożsamości śląskiej.

Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.

Wioletta Terefenko

Absolwentka filologii angielskiej (Uniwersytet Rzeszowski) i Szkoły Pisarzy (Uniwersytet Jagielloński). Trochę zaczytana, czasem rozpisana, zawsze głodna wiedzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *